FANDOM


Imię: Aiden  Nicholas

Nazwisko: Morgan

Wiek: 19 lat

Gatunek: Pół czarnoksiężnik – pół wampir

Wygląd: Zielone oczy, brunet (czarne), blada skóra, dosyć wysoki, trochę wychudzony, zazwyczaj sińce pod oczami jakby od tygodnia nie spał, twarz powściągliwa, zazwyczaj gładko ogolona, mina „nie podchodź bo porazi i zabije”. Na twarzy ma bliznę która ciągnie się od prawego łuku brwiowego aż do żuchwy ( nie widzi na prawe oko. Na lewym nadgarstku ma wypalone znamię (takie cuś ala jak mieli śmierciożercy), nikt go jednak nigdy nie widział, oprócz jego siostry i ojca. Jego kły są dłuższe niż u normalnego człowieka, jednak nie są widoczne z zewnątrz.

 

Charakter: Chciałby być samotnikiem ale CitiYHMMDHCIOyyyyyyy..., znaczy się, jego młodsza siostra mu na to nie pozwala. Może i jest gburem, ale zawsze potrafi zachować się jak na gentelmana przystało, jeśli jest taka potrzeba. Chyba tylko jej może zawdzięczać, że nie jest skończonym snobem śpiącym w trumnie i wysysającym krew krowom pobliskich farmerów. Opanowany, spokojny, raczej nieagresywny, chyba, że ktoś zagraża jego rodzinie. Wtedy nie będzie miał skrupułów rozszarpać ci gardła. Można powiedzieć, że całkiem ciekawy z niego gostek. I nie tak całkowicie aspołeczny. Ma okropne, suche jak Sahara, spaczone, poczucie humoru. Jest bardzo inteligentny, lubi się uczyć, czyta wiele książek, i zgłębia tajniki wiedzy oraz magii. Bardzo troszczy się o siostrę, bo tylko ona mu juz pozostała, tylko ona w niego wierzy. Jeśli go lepiej poznać, to jest nawet sympatyczny i miły, a zdarzy się, że i opowie jakiś całkiem śmieszny kawał.

 

Moce: Jako czarnoksiężnik, ma moc która pozwala mu rzucać praktycznie wszelkie zaklęcia, ma jednak pewne ograniczenia. Aiden, jak każdy mag jego pokroju, posiada Exlapsis, czyli Księgę Zaklęć. Wszystkie zawarte w niej tajniki magii i zaklęcia są do jego dyspozycji, od niego i jego umiejętności i mocy zależy, co zdoła z niej opanować i czego się nauczyć. Nie może ani tworzyć zaklęć, ani rzucać czarów, przeprowadzać rytuałów, których nie ma w księdze.

Jako po części wampir, Aiden ma dodatkowe moce i słabości. Jego czas się zatrzymał, więc teoretycznie jest nieśmiertelny. Ma nadludzki wzrok, słuch i węch, co często jest skutkiem ubocznym, bo jest bardzo drażliwy na hałas i blask. Temu drugiemu udaje mu się zazwyczaj zapobiegać, gdyż opanował do bólu czar, który sprawia, że przestaje być nadwrażliwy na światło. Zaklęcie musi być powtarzane codziennie. Nie ma jednak nadludzkiej szybkości i nie potrafi hipnotyzować wzrokiem. Ma jednak przydatny noktowizor w oczach. Z lataniem też nie idzie mu najlepiej. Ćwiczy zawzięcie, jednak jego największym osiągnięciem do tej pory było lewitowanie pół metra nad podłogą, z możliwością opcjonalnego przemieszczania się po płaszczyźnie, przez pół godziny. Nie pije krwi, ani ludzkiej, ani zwierzęcej, jada normalne posiłki. To też sprawka zaklęcia. I bardzo silnej woli...

 

Umiejętności: Umie grać na fortepianie i organach. Dość szybko się uczy i ma doskonałą pamięć. Ma wyjątkowy dar do kompletnego życiowego nieogarniania origami, które za to uwielbia i nagminnie robi jego siostra, on tego nienawidzi. Uważa, że ma okropny głos, który nie nadaje się do śpiewania, dlatego nigdy tego nie robi. Za to Marcelina często. Aiden ma w sobie duszę artysty, jest też nieprzeciętnym malarzem, aczkolwiek, pisarz i mówca już z niego mierny, gdyż słowa przychodzą mu raczej z trudnością. Potrafi też nienajgorzej rzucać sztyletami i władać mieczem, jednak do mistrza fechtunku, dużo mu brakuje.

*Ma takie jedno skrzywienie. Teoretycznie jest oburęczny ale  przekłada to się na to, że poszczególne umiejętności umie wykonywać tylko konkretną ręką, na odwrót nie da rady. Takie małe utrudnienie życia :>

 

Wszechświat: Oath – mistyczny, alternatywny wymiar. W zasadzie, nie wiele na wygląd różni się od naszego. Jest jednak ucieleśnieniem tego, czego ludzki rozum pojąć nie jest w stanie. Kierunki świata tam właściwie nie istnieją. To taka jakby pustka, którą jednak z czasem ktosie i cosie zapełniają. Większość wymiaru jest pusta, są tam tylko gwiazdy, czarne dziury i inne cuda, których nikt jeszcze żywy nie odkrył. Na trafienie do tego wymiaru są tylko 2 sposoby – znać hasło bądź zostać tam zesłanym, przez kogoś kto ma do tego moc.

Głównym skupiskami egzystencji są 2 planeto-wyspy.

Devin – kraina grzesznych i zagubionych, potępionych. Dość ponure, dużo gór i jaskiń, zima trwa 5 miesięcy, noce są dłuższe niż dni, dużo kamieni i mrocznych zamków, lasów. Idealne miejsce do zastanowienia się nad swoim życiem. To tutaj zamieszkuje obecnie bohater z siostrą.

Adain –kraina oświeconych. Pełne blasku i przyrody, natury, pełne słońca. Drewniane chatki, stare dziady, które medytują całymi dniami, bo zrozumieli sens istnienia. Dostać się tam można tylko przechodząc wcześniej przez Devin.

Gdzieś w środku tego wymiaru ponoć mieści się kraina zwana Miraculem, gdzie mają ,według legend trafiać ci, którzy odeszli z Adain, wypełniając swoją misję, kończąc drogę do ostatniego celu w jakim zmierzali.   

Mieszkańcy obu krain mogą się swobodnie przemieszczać między Adain i Devin oraz po całym wymiarze. Podróż między wymiarami jest już nieco bardziej skomplikowana...

 

Broń: Miecz wykuty meteorytu, hartowany w jego krwi.

Historia: Historia smutna, czy z happy endem? To się okaże, jednak chłopak zdaje sobie sprawę, że tacy jak on nie kończą dobrze. I właśnie takie myślenie go zgubiło.

Wcześniej razem z matką, ojcem, starszym bratem Marszalem i młodszą Marceliną, mieszkał na planecie magów Eire, gdzieś w galaktyce,  w jednym z wymiarów niedaleko Milki Łeja. Żyli sobie normalnie, można powiedzieć nawet szczęśliwie. I pomyśleć, że wszystko mogło się tak diametralnie zmienić w przeciągu zaledwie 3 dni. Najpierw, atak na ich rodzimą planetę, mający pozostawić czystkę. To oczywiście ludzie. Większość mieszkańców zginęła, między innymi matka Aidena, on sam został poważnie raniony i nie wiadomo było czy przeżyje. Po planecie zostały tylko zgliszcza, niewielu zdołało się uratować. Reszta rodziny uciekła na jednej z planetoid, podążając właściwie do nikąd. Następnego dnia, zderzyli się z Planetą Mroku, jedną z wielu zamieszkiwanej przez wampiry. Zatrzymali się nieopodal na noc. Wszyscy spali mocno, gdy Aiden wynudził się z maligny, zlany zimnym potem, w drgawkach. Jego rana krwawiła, a ciało przeszywał niesamowity ból.  I niestety, pozostawiony sam sobie, zrobił okrutne głupstwo. Lęk przed bólem i śmiercią przerażał go. Bał się do tego stopnia, gorączka tak zaćmiła mu umysł, że musiał od tego uciec. Musiał się wyleczyć i jakoś zatrzymać śmierć, która coraz bardziej zbliżała ku niemu swe kościste szpony. Podczołgał się resztką sił na drugi koniec planetoidy. Zobaczy  wtedy przelatującego obok młodego wampira. Szybko wziął jakiś kamień, zamoczył go w swojej krwi i rzucił w kierunku potwora, który natychmiast do niego podleciał zwabiony wonią. Zgodził się na umowę Aidena, posiłek z jego krwi za ugryzienie i przekazanie mocy oraz nieśmiertelności. I tak Aiden przeleżał sobie noc z rozpłatanym gardłem, które na rano się zasklepiło, rana znikła, on był jak młody bóg, na nadgarstku miał znak wampirów, na szyi 2 kropki, był nienormalnie blady i był głodny. Krwiiiiiii. Instynkt przeważył nad jego rozsądkiem, którego tak bardzo mu wtedy brakowało i z opętaniem w oczach  rzucił się na brata, który nadal spał. I już się nie obudził. Nie było w nim już ani życia, ani życiodajnego czerwonego płynu. Aiden wydał z siebie krzyk rozpaczy kiedy zobaczył co zrobił. Zbudził pozostałych. Ojciec nie mógł uwierzyć, że jego syn był tak głupi, żeby zaburzyć równowagę wszechświata, żeby nie chcieć umrzeć jak jego matka. Nie powiedział nic o Marszalu, tylko że odszedł nie ten z jego synów, który miał nadzieję, że odejdzie. I to najbardziej rozwścieczyło chłopaka. On i jego ojciec w tym samym czasie rzucili na siebie zaklęcia śmierci. Od Aidena urok się odbił, zostawiając tylko szramę na  jego twarzy. Jego ojciec został ugodzony prosto w pierś. Ostatnim tchem wyszeptał zaklęcie, które przeniosło Aidena i Marcelinę do Oath, gdzieś w bezdenną pustkę, wypełnioną tylko błyskaniem gwiazd. Dziewczynka przytuliła brata. Od tej pory musieli być za siebie odpowiedzialni i sami decydować o swoim losem. Musieli nauczyć się jak żyć, jak wybaczyć sobie i drugiej osobie. Czy się da? Czy naprawdę jest jeszcze sens żyć, chociaż już nie da się umrzeć? Zaprawdę, doskonały temat dla 19-latka i 8-latki *derp*

 

Extra: Siostra – Marcelina Morgan, 8 lat, blada cera, blond włosy, zielone oczy, ostoja spokoju i radości, Aiden ma w niej o wiele większe oparcie niżby tego chciał; chora na astmę.

 

ANM

Miałam się postarać ale przypomniałam sobie o arcie za 20 ósma *derp*